Kalo Mina po pożarze
Kalo mina… dobrego miesiąca…
Pożar ustał. Pierwszy dzień bez alertów.
Ale dzisiejsze „kalo mina” jest ciche, niewyraźne, pełne obaw. Jakieś niewłaściwe i obojętne wobec tych, którzy stracili domy, zwierzęta, gaje oliwne, uprawy, zakłady. Ile trzeba siły, żeby znów zacząć od początku? Rozgarnąć czarną ziemię, posadzić pierwsze młode drzewko? Nie umiem sobie wyobrazić.
Cóż to takiego – ten „dobry miesiąc”… Dla nas wystarczyłoby, żeby nie wiało mocno, żeby nie rozgorzało na nowo, żeby ciszy nie mąciły niepokojące dzwonki alertów, żeby można było schować i już nie wyjmować tych walizek z tym co najpotrzebniejsze.
Niedawno Marko pisał o naszym domu, naszej wyspie na wyspie. Ostatnie dni sprawiły, że patrzymy na nią z jeszcze większą czułością, widząc jak bardzo jest wrażliwa, jak cenna, jak delikatna, jak unikalna. Jak twardzi są jej mieszkańcy…
Życie w kurortach toczy się radośnie. I w sumie całe szczęście. Turystyka to jedno z głównych źródeł zarobku i wiadomo, nikt z gości nie chce oglądać, a już tym bardziej przeżywać dramatów. Utkwił w mej pamięci ten moment, gdy Anthoula dostaje alert o ewakuacji jej wioski, łamiącym głosem mówi mi, że tam jest jej dom, po czym tłumiąc emocje, z serdecznym uśmiechem wydaje kawy rozbawionej grupce turystów.
Kalo mina – życzmy sobie, abyśmy my – mieszkańcy mogli pracować i odpoczywać ze spokojem w sercu, abyście Wy – Goście mogli doświadczać piękna tej wyspy i serdeczności jej mieszkańców.