10 produktów bez których nie damy rady
Dziś post z niezbyt ładnymi fotami. Ale co tam? Nie ważne, że piękna im brak. Ważne, że obrazują sprawy, bez których my, mieszkańcy kreteńskiej wioski, nie potrafimy już się obejść. Po 8 latach mieszkania na Krecie, „uzależniliśmy się” od pewnych towarów, które skrupulatnie gromadzimy i wykorzystujemy na okrągło, zwłaszcza zimą. Oto nasza „wielka 10-tka” produktów, bez których wręcz nie da się tu przeżyć.
1) Drewno
Źródło ciepła, ale też sposób na miłe, klimatyczne zwieńczenie każdego niemal pozasezonowego dnia. Rozpalanie oliwnego drewna w naszej „kozie” stało się pozasezonowym rytuałem. Solidne, dobrze wysuszone szczapy kupujemy w sierpniu od naszego sąsiada – Spirosa. Cena drewna na Krecie to ok 100 – 120 eur / m3. Nam na całą „zimę” (czyli okres od końca października do końca marca) wystarczają 3 m3. Ale drewno nie jest jedynym naszym źródłem ciepła. Dogrzewamy się również olejem opałowym
2) Olej opałowy
Na początku października każdego roku podjeżdża pod nasz dom mała cysterna z olejem opałowym i Markos – pracownik stacji benzynowej wręcza mi kilkunastometrowy sznur, z którym wbiegam na dach naszego domu. Zrzucam Markosowi jeden koniec sznura, do którego przywiązuje on zakończoną metalowym pistoletem, końcówkę gumowego węża. Podciągam węża na nasz dach i wprowadzam końcówkę do naszego 1000-litrowego zbiornika na olej opałowy.
– Έτοιμο; (gotowe?) – woła Markos z dołu
– Έτοιμο! – odkrzykuję z góry. Markos odkręca zawór i w ciągu kolejnych kilku minut do naszego zbiornika wlewa się ciepełko dla naszego domu. Za olej opałowy płaciliśmy w zeszłym roku 1,3 eur / litr, ale obecnie, w związku z wojną na Bliskim Wschodzie, cena przekroczyła już podobno 1,6 eur. Nam na całą „zimę” wystarcza 500 litrów oleju.
3) Gaz
Już parę lat temu, po kilku przerwach w dostawie prądu, wymieniliśmy kuchenną płytę elektryczną na gazową. I bardzo sobie to chwalimy. Lepiej nam się gotuje na żywym ogniu, no i w razie braku prądu jesteśmy niezależni. Zawsze mamy w schowku dwie 10-litrowe butle gazowe. Jedna taka butla kosztuje obecnie 23 eur i starcza nam średnio na 3 miesiące.
4) Woda
Oczywiście leci z kranu, i to ta najlepsza, bo górska. Ale było takie lato w 2022 r, kiedy przestała lecieć. Mocno się tym stresowaliśmy. Ku naszemu zdziwieniu nasi kreteńscy sąsiedzi, również pozbawieni wody bieżącej, zachowywali stoicki spokój.
– Nie martwcie się – pocieszali nas. – Jesienią, jak zacznie padać, to woda wróci.
– Ale mamy dopiero lipiec! – złapaliśmy się z Magdą za głowy.
Okazało się, że prawie wszyscy mieszkańcy wsi mają swoje δεξαμενή, czyli cysterny na wodę. Teraz i my mamy taki 1000litrowy zbiornik wraz z pompą elektryczną. Wprawdzie od tamtej pory nie musieliśmy z niego korzystać, ale spokojność w nas o wiele większa. Woda w naszym regionie jest relatywnie tania. Płacimy za nią ok 100 EUR / rok
5) Oliwa
Tutejsza „oczywista oczywistość”. Jak w każdym kreteńskim domu i my mamy solidny zapas oliwy. Na niej smażymy, pieczemy, dodajemy ją do sałatek czy wcinamy prosto z talerza, maczając w niej kawał świeżego pieczywa (najlepiej upieczonego przez Magdę razowca). Grecy mają nawet osobne słowo (παπάρα) na określenie sztuki maczania chleba w tym, co pozostało na talerzu (trzeba jednak uważać, bo słowo ma również inne, nieprzyzwoite znaczenie). Ceny oliwy zależą od jej jakości i mniej lub bardziej udanych zbiorów. Obecnie za litr dobrej oliwy płaci się na Krecie ok 10 eur. My kupujemy (albo dostajemy) od sąsiadów.
6) Raki i nalewki
To nie tylko alkohol, to część kreteńskiego stylu życia, tutejszej tradycji. Trudno zjeść w lokalnej tawernie i nie zostać na koniec poczęstowanym kieliszeczkiem (a najczęściej całą karafką), tego trunku. Ja już od kilku lat kupuję raki od naszego przyjaciela, Adoniosa, właściciela kazani (czyli miejsca, gdzie destyluje się ten alkohol) w Spili. Lubię też sobie trochę poeksperymentować z produkcją domowych nalewek, właśnie na bazie raki. Na początku tego roku uzyskałem w ten sposób bardzo ciekawą nalewkę o smaku… mandarynkowym (z naszych własnych owoców). Skoro na Krecie pija się raki miodowe (rakomelo), czy pomarańczowe (portokaloraki), to dlaczego nie można spróbować z mandarynek? Nazwałem swoją nalewkę „Mandaraki” (chociaż rozważam jeszcze nazwę „Markaraki”) Butelka wiejskiej raki kosztuje obecnie na Krecie ok 6 eur / litr.
7) Słoiki (przetwory + miód od sąsiada)
Od kilku lat robimy z Magdą przetwory. Nie jest tego dużo, ale sprawia nam to ogromną frajdę i coraz bardziej smakuje! Obecnie mamy w schowku 4 rodzaje przetworów – konfitury z własnych mandarynek, z własnych gorzkich pomarańczy, przecier z pomidorów oraz pomidory suszone (nie nasze, ale przez nas suszone latem na dachu naszego domu i własnoręcznie zalewane oliwą). Bezcenne! Miód kupujemy od sąsiada, który ma własną pasiekę w okolicach naszej wioski. Litr dobrego miodu kosztuje obecnie na Krecie ok 15 eur.
8) Cytryny
To nasz owoc nr 1. Mamy w naszym małym ogródku dwa drzewka cytrynowe, ale są jeszcze bardzo młode i dostajemy od nich jakieś 2-3 kg owoców rocznie. To kropla w morzu naszych potrzeb, gdyż cytryny wykorzystujemy na co dzień do: picia z wodą i miodem każdego rana, do dressingów sałatkowych, do spryskiwania mięsa zwłaszcza grillowanego (zamiast ketchupu i musztardy), do ryb etc. Cytryny są na Krecie bardzo powszechne i bardzo tanie. Obecnie kosztują ok 1 eur / kg.
9) Zaczyn na ciemny chleb
A to taka nasza nowość, która na dobre zagościła w naszym domu. Kto był na Krecie ten wie, że tu praktycznie nie istnieje ciemne pieczywo z żytniej mąki. Mało tego, mąka żytnia jest nie do zdobycia w zwykłych supermatketach typu Synka czy Ariadni. A my zawsze lubiliśmy ciemne pieczywo, z bogactwem nasion i pestek. Pod koniec roku dobra dusza Agnieszka sprezentowała nam pudełeczko ze skarbem w środku – niewielkim „smarkiem” zakwasu i instrukcją jak z tym żyjątkiem należy się obchodzić, żeby zechciało rosnąć. Zaprzyjaźniliśmy się też ze słowem „sikali” (mąka żytnia) i dokonaliśmy jej wiekopomnego odkrycia w sklepie Moca w Rethymno (2eur za 1kg!). Co nie zmienia faktu, że do tej pory nie odnaleźliśmy źródełka kminku, więc nareszcie wiemy co odpowiadać na pytania o to, czego nam tu brakuje z ojczyzny. Nie chcemy zapeszać ale wygląda na to, że eksperyment chlebowy się powiódł. Kolejne ciemne chleby ze słonecznikiem, dynią, kminkiem i siemieniem wyskakują z naszego pieca. A po kątach i w lodówce pałęta się kilka słoiczków z żytnim smarkiem na różnych etapach rośnięcia, tudzież śnięcia.
10) Zioła
Zioła wiadomo muszą być. Obowiązkowo na tarasie, żeby było blisko, wyskoczyć i skubnąć. Nie musi być ich dużo. Kreteńska kuchnia właściwie potrzebuje głównie oregano i mięty. Mięta do gemista – nadziewanych warzyw, dolmades – nadziewanych liści winogron, do bureki – zapiekanki z cukinią i serem mizithra, i do wody z cytryną – na ochłodę latem.
A oregano do wszystkiego. Lubimy też szałwię do herbatki i bazylię do pomidorków. Oregano zieleni się już mocno w donicy. A jutro w planie wypad do Plakias po sadzonki.
No i starczy. Jak Wam się widzi taka lista? Coś byście dodali? Coś wyrzucili? Bez jakich produktów nie możecie się obejść? Czy są wśród nich jakieś kreteńskie skarby?








