Pożar ugaszony nie jest ciekawy
Dziś w temacie mediów… Tych dużych mediów, co to chyba wszyscy wiemy jakimi prawami się rządzą, ze dobry news to zły news i tak dalej… Bezduszność i obcesowość tego mechanizmu zaskoczyła nas ostatnio mimo wszystko, zwłaszcza, że w związku z pożarami przydarzyło nam się kilka kontaktów z dużymi mediami telewizyjnymi i radiowymi. W drugim dniu pożarów pojawiliśmy się na antenie dużej stacji telewizyjnej i radiowej.
Jedna stacja umówiła się też z nami na wejście w 3im dniu pożarów, ale spadliśmy z antenty, bo wiadomo … rocznica powstania warszawskiego. Umówiono się z nami na wejście 2 sierpnia o 14 polskiego czasu, więc spieszyliśmy do domu, by zdążyć. Cieszyliśmy się, że mamy pozytywne informacje o całkowitym ugaszeniu pożaru. Chcieliśmy uspokoić Polaków, ostudzić gorącą atmosferę, wyjaśnić nieścisłości podawane w mediach.
Około 13 dzwoni do nas dziennikarka, no i rozmowa wygląda mniej więcej tak:
– Pani Magda, tak? Jesteśmy umówieni na rozmowę o 14. Wszystko się zgadza?
– Tak, tak, tylko mieliście mi przysłać linka do połączenia – odpowiadam
– Zaraz przyślemy. Na Whatsapp czy mailem? Jak pani woli?
No i tak ustalamy te szczegóły, po czym już na koniec pada kluczowe pytanie.
– A jeszcze pani mi powie gdzie pani jest?
– Na Krecie. Więc ja mogę mówić o pożarach na Krecie. Które już opanowano – mówię z ulgą, że najgorsze minęło
– Aaaaa, pani z Krety… – słyszę zawód w głosie
– Tak. O pożarach w innych częściach Grecji nie podejmuję się opowiadać – tłumaczę. – Nawet nie mam nerwów już, żeby o nich czytać – dodaję z rezygnacją
– Bardzo proszę, mogłaby pani chwilę poczekać? – pyta się grzecznie dziennikarka.
No i słyszę gorączkową rozmowę w tle.
– Bo pani nie jest z Aten… Pani z Krety… Tam już dogasa.
– Tu już całkiem ugaszono – krzyczę w telefon. – Właśnie oglądamy zniszczenia po pożarze.
– A… zniszczenia… to pani jeszcze chwilę poczeka, przepraszam bardzo
– Pani ogląda zniszczenia – słyszę rozmowę w tle, krótkie ustalenia
– Wie pani, to chyba dziękujemy – wraca do mnie dziennikarka
– Ok, nie ma problemu – odpowiadam i wzbiera we mnie jakiś sarkazm.
– No wiem, jak już ugaszono, to nieciekawe – wyrywa mi się. – Ale naprawdę spoko, nie ma problemu. – dodaję
Domyślam się, że spieszy im się. Muszą przecież na gwałt znaleźć kogoś z Aten.
– Dobra informacja to zła informacja – śmieję się w telefon.
– No właściwie tak – w głosie dziennikarki wyczuwam bezradność. – Bardzo się cieszę, że pożar u państwa ugaszony. Dziękuję bardzo. Pozwolę sobie do pani wrócić w razie czego.
– Jakby się znowu tu u nas rozhajcowało, tak? – w sumie coraz bardziej śmieszy mnie niezręczność tej rozmowy.
Rozstajemy się grzecznie i uprzejmie.
Gapimy się z Markiem w osłupieniu na czarne, wypalone wzgórza.
Czy kogoś jeszcze dziwi fakt, że jako obrazki z ostatniego pożaru krążyły po necie foty gaju palmowego Preveli, ale te nieaktualne, z wielkiego pożaru 2010r.?
Czy kogoś jeszcze dziwi fakt, że pojawiły się informacje kosmicznie zawyżające powierzchnię spalonego obszaru, bo wielu relacjonujących nawet nie trudziło się by przeliczyć greckich 55000stremów na 5500ha.
Czy kogoś dziwi fakt, że te „tysiące ewakuowanych” w ostatnim pożarze to głównie turyści, ewakuowani zapobiegawczo z miejscowości, gdzie pożar w ogóle nie dotarł i wszyscy bezpiecznie wrócili do swoich hoteli?
W mediach pożoga lepsza od pogorzeliska, akcja gaśnicza lepsza od scen z odbudowy, nagłówki o całej Grecji w płomieniach i tysiącach ewakuowanych lepsze od tych o żądaniach mieszkańców i obietnicach władz.
Tymczasem cieszmy się, bo Kreta wolna od płomieni, wicher ucichł, strażacy mogą odpocząć, morze turkusowe…








