Wakacyjne aktywności po naszemu
Pięć wakacyjnych aktywności…po naszemu
1. Marko od dłuższej chwili wpatrywał się w telefon. Założył nawet okulary do bliży.
– O co tu chodzi? Zobacz ty – pokazał mi w końcu smsa od Dimitrisa
– Jest dla nas lusterko do odebrania w ratuszu – przetłumaczyłam smsa z niedowierzaniem.
– Jakie lusterko?
„O kathreptis” (z gr. lustro) było jednym z pierwszych greckich słów w czytankach. Pamiętam nawet jak zastanawiałam się do czego i kiedy to słowo mi się przyda w praktyce.
I oto właśnie nadszedł ten moment. Cóż za niespodzianka! Oto dotarło nasze wypukłe lustro drogowe, mające zwiększyć bezpieczeństwo wyjazdu z posesji naszej i sąsiadów.
Trzy miesiące oczekiwania… Właściwie już o nim zapomnieliśmy.
– Ktoś przyjedzie z ratusza, żeby nam to zainstalować? – dopytywaliśmy się Dimitrisa uradowani. – Bo to droga publiczna. Żeby nie było kłopotów
– Nieeee, sami sobie postawcie, gdzie chcecie – zawyrokował Dimitris. – Nie będzie żadnych kłopotów.
Zatem mamy – nasz wielki wakacyjny sukces, piękne, czyściutkie, wypukłe lustro na naszym zakręcie. Ciekawe, jak przetrwa zimowe deszcze i wiatry…
2. Miarowe stukanie dochodziło gdzieś z okolicy dzikiej oliwki pod naszym domem. Nie mógł być to Marko, który pojechał do Rethymno przyjąć speca od dezynsekcji w naszym apartamencie. Tak, tak, wymagana prawnie dezynsekcja mieszkania na wynajem też należy do naszych wakacyjnych aktywności.
Wyjrzałam przez drzwi i oto kolejna wakacyjna niespodzianka. Pod domem stało rolnicze auto załadowane pięknym drewnem na opał. Dawniej, przed przeprowadzką na Kretę, nigdy nie postrzegałabym drewna w kategoriach piękna. A tu proszę. Zapewnienie zapasu „pięknego drewna” na zimę to jeden z najważniejszych punktów do odhaczenia na liście naszych wakacyjnych „must”.
– Drewno dla was. Na zimę – sąsiad Spiros ciął grube kawałki drewna i układał je pod naszą oliwką. – Gotowe, piękne, suche drewno oliwne.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o ciepłych zimowych wieczorach w świetle ognia z naszej kozy. Póki co grzało nas niemiłosiernie słońce a koza czekała na swój czas w klimatyzowanym chłodzie domu.
3. Dzwonek do drzwi. W drzwiach sąsiad. Trzyma w dłoniach całe pudło śliwek, które właśnie zerwał ze swoich drzew. Cieszę się na widok tych śliwek i już w głowie kiełkuje mi eksperymentalna myśl kulinarna. Chwilę potem warzę w garze marynatę octową z cynamonem i zielem angielskim. Zalewam nią śliwki, pasteryzuję w piekarniku. Będą jak znalazł. Na zimę.
Z kolei dziewczyna na targu laiki w Spili sprzedaje małe piękne ogóreczki. Nie wiem co to za odmiana. Na pewno nie śremskie. Takich to tu wszak nie ma. Ale co tam… Może spróbuję zamarynować. Na sucho w torebce strunowej z curry i w słoiku w octowej zalewie z imbirem, koperkiem, czosnkiem i liściem winogrona, który niby ma zastąpić, niewystępujący na Krecie korzeń chrzanu. Mówią, że te tutejsze ogórki nie nadają się do takich eksperymentów. Eeeetam gadanie. Wyszły wspaniale. Wakacyjne eksperymenty kulinarne…
4. W wakacje, jak to w wakacje rzeczy się psują. A jak już się wymienia zepsutą płytę gazową, to i od razu stary piekarnik, no i te obrzydliwe lampy po dawnych właścicielach. Wymiany, naprawy, kolejne ekipy od tego i owego to też nasz wakacyjny stały punkt programu.
5. – To co? Może wieczorem wyskoczymy nad morze? Skitramy się w jakieś skałki? Co? – Marko rzuca ten tekst regularnie nad ranem.
– Tak, dobry pomysł. Wyskoczymy jakoś po 5tej – odpowiadam ja niezmiennie, zaciągając rolety, by uchronić odrobinę chłodu i cienia we wnętrzu domu.
Niezmiennie, jeśli tylko jest taka możliwość zapadamy w popołudniową drzemkę. Byleby przetrwać najgorszą część dnia. Wieczorem gdy cichnie industrialny hałas cykad, otwieramy okna, podlewamy zioła w donicach, czekamy na Perseidy.
Hmmm… Czy myślicie, że w sierpniu wyskoczyliśmy chociaż raz skitrać się w tych skałkach nad morzem?


