Zdrowia Miłości Spokoju
– To chyba Janis tam jedzie, co? – pomarańczowy traktor, wyłonił się zza zakrętu i sunął powoli gruntowym traktem w szpalerze dębów i platanów. Na traktorze siedział uśmiechnięty staruszek z sumiastym wąsem. Obrócił w dłoniach jakiś podłużny przedmiot.
– Co on tam trzyma?
– Ti kanis? – zawołał do nas serdecznie.
Przez chwilę rozmawialiśmy o pięknej pogodzie, w sam raz na spacer.
– Kala kala. Xekurazomaste. (Odpoczywamy) – powiedziałam bohatersko, pękając z dumy, że oto wymówiłam bezbłędnie skomplikowane, męczące greckie słowo, oznaczające, o dziwo, odpoczynek.
– Kali chronia – zawołaliśmy chórem po chwili, przechodząc łagodnie do noworocznych uprzejmości.
Janis, jak to Janis, wyraźnie i z należnym pietyzmem, wymawiał kolejne piękne greckie słowa życzeń. Brzmiały niczym muzyka.
„Ighija” (zdrowie), „agapi” (miłość). I do tego jeszcze „isichija” (spokój). Jego pooraną zmarszczkami twarz rozjaśniał serdeczny uśmiech.
I wtedy zauważyliśmy, że jego dłonie spoczywały na kolbie strzelby, którą trzymał na kolanach. Czy poczuliśmy jakikolwiek niepokój? Absolutnie nic z tych rzeczy. Wokół szumiały dębowe liście i zadzwoniły kozie dzwonki pasącego się w dolinie stada.
– Przełożył lufę, żeby nie była skierowana w naszą stronę – szepnął Marek z uznaniem.
– Na zające i kuropatwy – wyjaśnił. Ze śmiechem przyznał, że nic nie upolował. Tylko tak sobie pojeździł traktorem ze strzelbą, bo nogi już nie te.
– Tak, zdrowie, miłość i spokój najważniejsze – przytaknęliśmy zgodnie.









