Praca sezonowa
– Czyli pracujecie 6 miesięcy i 6 miesięcy odpoczywacie, tak?
No dobra, opowiem Wam dziś o sezonowości naszej pracy.

😀 – Kiedyś tam przyjdzie koniec sezonu i wtedy, och! ależ my odpoczniemy!!! – tak gadaliśmy gdzieś pod koniec września, na skrzyżowaniu naszej grupy Archeo z Boginkami. I tym zdaniem wpisywaliśmy się w grecki chór wszystkich pracowników turystyki.
🏖 Przyszedł koniec października i z wielką radością wybraliśmy się na nasze wakacje na tzw „daleki wschód Krety”
– Nie wierzę, jedziemy na wakacje – cieszyliśmy się jak dzieci.
– I wiesz, mamy 3 dni, to będzie akurat czas na te 3 wąwozy – ślęczałam nad mapą.
– No tak, tak, musimy, musimy je przejść, to będziemy mieli na przyszłoroczny obóz wędrowny – Marko kiwał głową nad kierownicą, już planując sezon 2026.
🤣 I takie to były wakacje. Przywieźliśmy z nich „półtora nowego szlaka”, mnóstwo ukąszeń, podrapań i to jasne przeświadczenie, że nie należy łączyć pracy z wakacjami.

😊 – Ale jutro w chałupie tooooo sobie odpoczniemy – zawyrokował Marek w drodze powrotnej, ale zaraz potem przełożyliśmy to odpoczywanie na pojutrze, bo przecież następnego dnia mieliśmy już zaplanowane „sprawy biurowo – organizacyjne” w Rethymno, te które czekały na „posezon”.
💪 W Rethymno jak to w mieście załatwiliśmy co tam trzeba było, i dla przyjemności wpadliśmy obejrzeć meble, których wymianę planowaliśmy od dawna, tylko w sezonie nie było kiedy. Pogadaliśmy sobie z Marią – miłą panią ze sklepu, wypiliśmy kawkę, zamówiliśmy mebelki, pewni, że sprawa przeciągnie się na co najmniej ze 3 miesiące. Jak na Kretę przystało. Byleby zdążyć przed następnym sezonem.
😀 – No dobra, ale jutro tooooo sobie odpoczniemy – stwierdziliśmy w aucie wracając na wieś, ale zaraz zadzwonił telefon i okazało się, że następnego dnia akurat możliwy jest serwis „kozy”.
OK, uznaliśmy, że w sumie dobrze się składa. W oczekiwaniu na serwis nadrobimy wszelkie domowe i ogrodowe prace, na które przecież nigdy nie było czasu bo sezon.

😅 Nad ranem Marko walczył z porządkowaniem ogrodu, ja buszowałam w szafach wymieniając ciuchy letnie na zimowe. Starałam się nie patrzeć na wszelkie inne graty i pudła z kablami, kluczami do niewiadomoczego, i innymi przydasiami, z którymi już dawno mieliśmy zrobić porządek, ale wiadomo, odkładaliśmy to na posezon.
😆 – To co? Jutro może skoczymy na plażkę? Odpocząć? – Marko wylazł z łazienki niczym młody bóg po spłukaniu z siebie tony ziemi i chwastów z ogródka.
– Oj taaak chętnie – odpowiedziałam nieśmiało upychając letnią kołdrę w skrzyni.
Nazajutrz nad ranem, gdy szykowaliśmy ręczniczki i leżaczki zadzwoniła Maria, że meble będą DZISIAJ!!!
🫣 – Co to się na tej Krecie porobiło? – spytałam z pewnym zaniepokojeniem. Przyzwyczajeni do innych, około 3 miesięcznych standardów oczekiwania na różne rzeczy, poczuliśmy nawet lekkie zniecierpliwienie, ale odłożyliśmy grzecznie leżaczki i ręczniczki i poszliśmy po sąsiada, żeby nam w razie co pomógł wtachać te meble. W międzyczasie rozpoczęliśmy roszady meblowe, wiadomo, żeby wyrzucić to co niepotrzebne, zrobić miejsce, nabałaganić, żeby potem poukładać wszystko na nowo.
😜 Wieczorem nie mówiliśmy już nic, spoglądając w zachwycie na jasny płomień ognia w kozie, oświecający nasze nowe mebelki.
– Jutro trzeba pojechać do Rethymno, bo do tych mebelków nie pasują poduszki, ani narzuta – zaczęłam nieśmiało. – Potem może zjedziemy odpocząć na jakąś plażę – dodałam bez wielkiej nadziei.
☎ W międzyczasie zadzwonił Andreas, że pojutrze przyjadą montować markizy w naszej wiacie. Coooo? Doprawdy to już przechodzi wszelkie pojęcie!!! Jakże to? Tak szybko? Tak nagle? Zadziwiająca jest ta listopadowa Kreta. Co to się tak wszystkim NAGLE SPIESZY ❓ ❗

Gdy chłopaki instalowali markizy, przyszły maile z potwierdzeniem rezerwacji pokojów dla kilku naszych grup w przyszłym sezonie.
👫 Rano wybraliśmy się na wędrówkę na Preveli, żeby przewietrzyć głowy.
– Trzeba zrobić ostateczny grafik – stwierdził Marko.
– I ofertę. Myślisz, że już będziemy wysyłać? – zapytałam nieśmiało.
– Trzeba potwierdzić resztę noclegów. Wieczorem napiszę maile. – stwierdził Marko. – Ale dziś może zjemy sobie w ogródku. Mamy przecież już markizy.
😜 I tak oto siedzimy sobie w ogródku. Odpoczywamy…
– Trzeba wymienić wodę w cysternie – zaczynam znów
– Trzeba przyciąć drzewa – śmieje się Marko
– Trzeba zamówić olej opałowy, mój ty dziadu – śmieję się do Marka
– Trzeba zająć się naszą www, ty babo, ty…
– Trzeba przedłużyć umowę z Cosmote…
– Trzeba zaplanować grudniowy wyjazd do Polski…
I tak sobie odpoczywają dziad i baba w ogródku.
Przyszła ruda kotka Agatka, zwinęła się w kłębuszek.
– No na co czekasz? Trzeba pogłaskać księżniczkę. 🐱 😆 😍
