SIEDEM LAT NA KRECIE
Dokładnie 7 lat temu, po kilku dniach podróży z Polski, dotarliśmy do kreteńskiej górskiej wioski Mourne z zamiarem otwarcia nowego rozdziału w naszym życiu. Zaparkowaliśmy wypakowaną po brzegi Suzukę pod naszym nowym domem na skraju wsi i otworzyliśmy drzwi, podekscytowani i przerażeni zarazem, trochę zalęknieni ale otwarci na przygodę.
Przybyliśmy na Kretę z miłości do niej, nie „za pracą” i nie „za mężem”. Poczuliśmy, że nadszedł ten właściwy moment w naszym życiu. Rzuciliśmy ciepłe posadki w Warszawce, praca online w przedpandemicznych czasach nie była normą, więc i my nie byliśmy cyfrowymi nomadami. Chcieliśmy zacząć wszystko od początku. – Eeee, oni jeszcze nic nie wiedzą, pomieszkają tu z 7 lat, to wtedy pogadamy – powiedział ktoś ze „starej emigracji” na jednym z pierwszych spotkań z kreteńską polonią.
Siedem lat za nami, zatem dziś

Siedem Refleksji na Siódmą Rocznicę
️1. Zacznę od tego, że nigdy, ani przez jedną małą chwilkę, ani po 3 godzinach spędzonych w banku, ani gdy drzewo zwaliło się na kable, ani podczas wizyty na sor w szpitalu w Rethymno, ani gdy zasypał nas śnieg, ani gdy wprowadzili nowy system fakturowania, ani gdy wypadliśmy z systemu ubezpieczeń, nigdy nie żałowaliśmy decyzji o przeprowadzce. Wolta, jaką wtedy wykonaliśmy tchnęła w nas nowe życie, zupełnie nieznane bodźce wykształciły w naszych zrutynizowanych umysłach nowe połączenia nerwowe, w żyłach popłynęła świeża krew. Dziś, po 7 latach, wciąż chcemy tu być i nie zamierzamy się stąd nigdzie przenosić.
2. I nie! Nie nudzi nam się tu! Oto nasza odpowiedź na częste pytanie: „Czy wam się nie nudzi, gdy po raz setny przejeżdżacie przez Kourtalioti albo kąpiecie się na Ligres?” No powiedzcie sami, czy to się może znudzić? Dlaczego nikt w Warszawie mnie nigdy nie zapytał, czy nie nudzi mi się codziennie stać w korku na ul. Kasprzaka? Co roku z jednaką radością i wzruszeniem witamy wiosenne orchidee nad Spili, sierpniowe niebo pełne perseid, jesienne pomarańczowe światło, zimowe, puste plaże. Czujemy się uprzywilejowani, że otacza nas tak wyjątkowy krajobraz. Wciąż zdarza nam się często przystanąć na chwilę na krętej drodze do Mourne, objąć wzrokiem przestrzeń aż po odległy kontur Gór Białych i westchnąć: „Ależ tu pięknie!” Obcujemy na co dzień z niespotykanym pięknem, pięknem, które powinno być przepisywane na receptę, bo unosi duszę, koi umysł i ciało.

3. Nie! Nie czujemy się samotni! Nigdy wcześniej nie poznaliśmy tylu interesujących ludzi, jak tu, podczas tych 7 lat na Krecie. Grono naszych przyjaciół to przede wszystkim ekspaci polscy i nie tylko, bardzo często osoby pracujące tak jak my, w turystyce. Wszystkich nas łączy specyficzne doświadczenie emigracyjne, tym bardziej czujemy się sobie bliscy. W sezonie ze względu na specyfikę naszej pracy, nie widujemy się często, ale gdy tylko nadchodzą jesienne posezonowe miesiące rzucamy się z pasją w wir spotkań, wspólnych wędrówek, długich, szczerych rozmów. Z kolei w sezonie niemal codziennie spędzamy czas z gośćmi, pokazując im Kretę naszymi oczami, z pasją i energią. Wielu z nich wraca do nas regularnie, co rok. Stali się naszymi dobrymi znajomymi, przyjaciółmi. Wycieczka w małej grupie, wspólna wędrówka, wesoła biesiada – przecież to najlepsze okazje do poznania drugiego człowieka, do ciekawej rozmowy, pasjonującej dyskusji. Już dawno zaakceptowaliśmy fakt, że w „klanowej” społeczności Kreteńczyków jesteśmy mile widziani ale jednak pozostaniemy zawsze „xenoi” (obcy), przy czym „xenoi” nie musi mieć wcale pejoratywnego znaczenia.
4. Im dłużej tu jesteśmy, tym mocniej czujemy, że niczego nie da się tu zaplanować na 100%, nie da się wszystkiego przewidzieć. Coś, co wydaje się łatwe, okaże się trudne, ale bywa i na odwrót. Czasem lepiej przeczekać i nie robić nic, bo być może problem rozwiąże się sam. No i dobrze jest być w procesie, złożyć wnioski, wysłać papiery i czekać. Może się uda. A może nie. Nie wiadomo. Nie należy zakładać, że uda się wszystko załatwić, prawdopodobnie to nie jest możliwe, ale dobrze jest uczcić każdą załatwioną sprawę pysznym freddo w kafejce. Sprawy, wydawać by się mogło, już dawno załatwione, mogą się nagle „odzałatwić”, można nagle wypaść z systemu, nic nie jest pewne, ale nie należy się zrażać, ino z uśmiechem na twarzy i nadzieją naiwnego petenta zwiedzać kolejne przybytki wypełnione kurzem i segregatorami. „Ti na kano?” (Cóż począć?) No cóż począć? Kawa, kawka, kawusia? Nie? To może świeży sok pomarańczowy? Przepyszny!
5. „Co zrobimy, gdy Kreta się skończy?” – tak, ostatnio taki temat rozważaliśmy z przyjaciółmi. Przerażające prawda? Każde z nas, czy to turystów, czy nas ekspatów, ma jakąś swoją „Kretę”, zatrzymany w kadrze obrazek, z czasów, gdy „osiołki”, albo „babcie w czerni”, albo ten ukochany rentroom Giannisa, albo „dziadek z laską katsouna, co częstował winogronami” i plaża Damnoni, całkiem jeszcze pusta, bez tego kompleksu, wiadomo którego… To wszystko można już „między bajki włożyć”. Kiedyś dawno temu, po przeprowadzce dzieliliśmy się z radością wyspą z innymi, pokazując nasze ukochane miejsca w mediach. Zupełnie jak zakochani, przedstawiający z dumą swoich partnerów. Spójrzcie, jaka piękna, jaka dzika… Naiwni! Teraz mówimy raczej: „Weźcie balosy! Im już nic nie pomoże, zostawcie resztę w spokoju, nie mówcie, zatrzymajcie dla siebie!” Drżymy z rozpaczy, widząc że Kreteńczycy sami niebawem zaleją betonem wzgórza i wybrzeża, w pogodni za udostępnianiem wszystkim wszystkiego, w pogoni za rozwojem, w dziwnym pojęciu, że tak będzie najlepiej dla wyspy, że każdy turysta woli zorbę od kreteńskiej rympałki i wywalony w kosmos moloch ze szkła i betonu od rentroomsu Giannisa z prysznicem nad kibelkiem. Nie ma od tego ucieczki. Dlatego ciiiiii…. Zachowajcie swoją Kretunię dla siebie. Pozwólmy każdemu znaleźć swojego „balosa” na miarę swoich możliwości.
️6. Kreta zmieniła nasz stosunek do podróżowania. Kiedyś długo wyczekiwane, starannie zaplanowane, często egzotyczne eskapady do Meksyku, Kenii, Malezji czy Indii były jednymi z najważniejszych wydarzeń roku i budziły w nas mnóstwo emocji. Po każdym powrocie z takiej podróży pojawiała się chandra i myśli o kolejnych wakacjach. Teraz – owszem – wciąż jeszcze mamy apetyt na wojaże (również dalekie, wszak dopiero co wróciliśmy z Tajlandii), ale szczerze mówiąc nie ma w nas już tego entuzjazmu, czy wręcz euforii związanej z odkrywaniem świata dla siebie. Wyjeżdżamy, raczej po to żeby przekonać się, czy wciąż tego potrzebujemy, czy to nas kręci. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest kilka, ale najważniejszy to chyba ten, że bardzo emocjonalnie związaliśmy się z naszym miejscem zamieszkania – z naszym wiejskim domem, krajobrazem, dziką przyrodą, ludźmi, naszą rudą kocicą… z całą Kretą, na której wciąż mamy tak wiele do odkrycia. A im więcej podróżujemy po tej niezwykłej wyspie, tym większe rośnie w nas poczucie niedosytu wieńczone wciąż tą samą konstatacją: „No zobacz, a tam jeszcze nie byliśmy…”
7. No i na koniec, musimy przyznać, że rozpiera nas duma z naszego Crete Your Life – autorskiego projektu, który narodził się, dojrzewał i rozkwitł podczas naszego 7-letniego pobytu na Krecie. Małe, niszowe biuro podróży, autorskie wycieczki, warsztaty tematyczne, apartament w Rethymno… Sami projektujemy nasze eventy, sami je reklamujemy, sami zajmujemy się naszymi mediami społecznościowymi i wreszcie sami prowadzimy wycieczki, organizujemy transfery, biesiady itp. Napisaliśmy dwie książki, pierwsza wydana przez Pascal „Kreta, wyspa gdzie żyje się teraz” (link w komentarzu). Za drugą trzymajcie kciuki, prosimy.Magda & Marek – spółka z pełną odpowiedzialnością za ciekawy, wartościowy i jedyny w swoim rodzaju czas, który nasi Goście decydują się spędzić z nami. To niekończące się wyzwanie i ogromna satysfakcja. To praca, która jest jednocześnie naszą pasją, bo oboje uwielbiamy opowiadać o Krecie i doświadczać jej wszystkimi zmysłami. Razem z Wami.
Dziękujemy Wam pięknie za kibicowanie nam przez cały ten czas i prosimy o więcej.

Foto by Anna Maria Biniecka
Leave a Reply